Zmiany, zmiany, czas na zmiany, zmiany na lepsze, ładniejsze, na dobre... Ale życie jest właśnie takie, jak kobieta, jak pogoda, jak giełda, nic pewnego i ciągle zmiennie ;)
Oh... jeszcze tylko kilka dni i będzie można pójść oddać krew :) Ja tam się na to cieszę. Jeszcze kolejnych kilkanaście dni i będą walentynki... no akurat na to się nie cieszę bo nie lubię walentynek zwłaszcza w postaci komercji jaką się stało to święto. Musi być serduszko... wszystko z serduszkami, w sklepach serduszka, wszędzie serduszka, nawet pewnie jakieś promocje, wszędzie tandetne amorki i plastikowe serduszka. A zakochani powinni dać sobie prezenty... a co jak nie ? Nie mają "ducha świąt Walentynkowych" ? Pewnie nawet nie ma czegoś takiego, ale chyba rozumiecie o co chodzi. Wszystko teraz stało się jakieś takie... miałkie, bez wyrazu, a nawet nazbyt wyraziste, przez co właśnie nie ma wyrazu takiego jakie powinno mieć. Ja rozumiem, jakieś serduszko czy dwa w sklepie, ale na Boga... nie dwumetrowe łańcuchy z małych serduszek porozwieszane wszędzie jak się da. A będą takie miejsca, gdzie będzie można zauważyć przepych serduszek i amorków. Jeśli ktoś myśli, że im więcej tym fajniej to jest w olbrzymim błędzie.
A jeśli pewna osoba myśli, że jestem głupiutka i naiwna i uwierzę we wszystko co mi powie, to też jest w olbrzymim błędzie.
Jakiś czas temu moja koleżanka, a może raczej znajoma powiedziała mi, że jest w ciąży. Nie wiem już po raz który wydaje jej się, że jest w ciąży, ale wisi mi to tak po prawdzie. Powiedziała mi, że jest w pierwszym miesiącu i, że była już u ginekologa... WTF ? O ile mi wiadomo, no chyba że się mylę to proszę mnie poprawić, ginekolog przyjmuje kobietę z podejrzeniem, że jest w ciąży jeśli w wyznaczonym terminie nie pojawił się jej po raz drugi okres... Mylę się ? Nie sądzę. Więc jakim cudem była już u ginekologa, żeby potwierdzić czy jest, czy też nie. Cóż obawiam się, że nie bo ... parę dni temu próbowała mi wmówić, że oddała krew, nawet chciała żebym z nią poszła. Jak znam życie gdybym z nią poszła... nawet byśmy nie dotarły do krwiodawstwa. Pewnie stwierdziła by w drodze, że lepiej pójść na piwo, albo gdzieś się przejść i zapewne, tak żeby nie było przypomniało by jej się, że nie może, przynajmniej na razie oddać krwi bo coś tam... Tak więc ja z nią nie poszłam. Ale jak ją zapytałam czy oddała krew powiedziała mi, że tak. Czy to nie dziwne, że jest w ciąży i oddała krew ? No jakim cudem ? Ciąża jest absolutnym przeciwwskazaniem do oddania krwi. I jeszcze wymyśliła sobie, że pobrali jej mniej niż 450 ml krwi. Czy to możliwe, żeby móc pobrać mniej niż 450 ml ? Hmm... również nie sądzę. Nie wiem, na prawdę nie rozumiem skąd się biorą tacy ludzie ? Ciągle kłamią, oszukują, kręcą... i po co to ? I na co ? Pamiętam jak swego czasu próbowała wmówić wszystkim na około, że chłopak z którym się spotyka wydał na nią całą swoja wypłatę bo zabierał ją cały wieczór do różnych restauracji... Ale, że co ? Cały czas jeździli żreć ? Nic innego nie robili tylko cały wieczór jedli drogie kolacyjki ? Ale gdzie im się to wszystko pomieściło ? I jaki koleś byłby tak durny, żeby jeździć z dziewczyną przez cały wieczór od restauracji do restauracji, żeby ... jeść. Jedna kolacja to było za mało ? I był również drugi chłopak, który według mojej koleżanki miał... największy i najdroższy dom i najlepiej urządzony w całym mieście, ba w całym naszym województwie... Eeee... a nawet jeśli to co ? Na serio, ale nie wiem po co dziewczyna tak zmyśla ? Żeby być w centrum uwagi, żeby wydać się bardziej wartościową bo niby chłopak coś jej kupił, gdzieś ją zabrał ? Jeśli chodzi o bycie wartościową... tak ciągle mówi każdej swojej koleżance, że taki, a taki na nią spojrzał, że ją podrywał, że chciał się z nią umówić, etc. Nie nie jest zazdrosna bo proszę mi wybaczyć, ale ta koleżanka nie jest aż tak mocno atrakcyjna, ani ładna i wierzcie mi... inteligencją też nie grzeszy. A może ona zwyczajnie ma tą samą "chorobę" co Violetta Kubasińska z serialu Brzydula ? :) Bo o ile pamiętam... tak pamiętam, spotkałam się kiedyś z tą koleżanką i jej koleżankami jeszcze ze szkoły i jedna z dziewczyn jak zostałyśmy same zapytała mnie czy to prawda, że na XXX (nie będę wpisywała imienia) na serio tak chłopaki lecą, bo jak ona zauważyła w szkole raczej się z niej naśmiewają... Grunt, że dziewczyna fantazję ma bogatą... to wystarczy do szczęścia :) Tylko jednak tą fantazję mogłaby zachować dla siebie :P
I podpisano ACTA. Miejmy tylko nadzieję, że nasz głos przez to nie ucichnie, mówmy, krzyczmy, buntujmy się, nie dajmy zrobić sobie kolejnej komuny, nie pozwólmy się ocenzurować. Władza już zaczyna sobie uświadamiać, że nie wygra tej wojny. I ma racje.
Powiem tak... a niech to ch*j... :D Tak.... jestem happy i przeklinam ze szczęścia :P No cóż ja i ten drugi postanowiliśmy dać sobie szansę... Odzywa się... jest dobrze.. póki jest. Bo jak znam życie jak się zaraz coś nie spieprzy to się popsuje w najmniej odpowiednim momencie. Ale ważne, że na daną chwilę jest dobrze, choć przyznam mogłoby być lepiej. Ale przecież zawsze może być lepiej. Nie powiem, że jestem szczęśliwa, jestem zadowolona. Szczęśliwa to ja będę na starość jak z łezką w oku będę mogła wspominać stare dobre czasy kiedy to było się młodemu :) Korzystajmy z młodości, to tak żeby mieć co robić na starość jak już zasiądziemy w fotelu z kocem na kolanach i herbatą w trzęsącej się ręce ;p
Odezwał się... tylko co z tego, skoro znów milczy.
Brak sensu. Nie widzę sensu w tym co się dzieje. Jeśli to ma się skończyć, niech się już skończy.
No proszę, odezwał się, napisał jedno krótkie zdanie, które nie wiele mi wyjaśnia. I pewnie dalej między nim, a mną będzie cisza przez kolejnych kilka dni lub tygodni. A niech będzie. Nic na siłę, to jego wybór. Ja już zrobiłam swoje. Więcej nie będę, nie widzę sensu, dopóki on sam nie zechce ze mną pogadać.
Powiem wam, że historia, zwłaszcza ta mniej przyjemna lubi się powtarzać. Znów jest jesień, znów się z kimś spotykałam, znów skończyło się na tym samym... w zasadzie nawet się zaczęło na wyznaniu, że on nie szuka sobie dziewczyny, nie chce być nazywany chłopakiem, nie chce nim być, woli być przyjacielem, tylko strasznie chujowy z niego przyjaciel skoro zniknął bez słowa... poprzednim razem, przynajmniej ustaliliśmy, że będziemy przyjaciółmi, że jak któreś będzie chciało pogadać to nie będzie problemu, a tym razem... chłopak nie, przyjaciel też nie, więc czym to wszystko miało być ? po co ta cała szopka ?
z tego powodu, że niedługo są święta zastanawia mnie czy tępe chuje, tak samo jak rzekomo zwierzęta też potrafią przemówić ludzkim głosem ? poczekamy... zobaczymy, ale wątpię...
Wczoraj miałam jakiś strasznie stresujący dzień... urządzenia elektryczne w moim domu "urządziły bunt".
Najpierw jakiś koleżka wcześnie rano, za przeproszeniem, napierdalał domofonem, jakby nie można było raz zadzwonić ! Zaczął coś nawijać, a ja zaspana zrozumiałam z tego bełkotu tylko "klucz", "piwnica", "przeciąganie kabli" i "puste mieszkania", łaskawy pan wybaczy, ale co mnie jakieś puste mieszkania obchodzą ? A klucza do piwnicy i tak nie mam, o ! Po krótkiej rozmowie wyszłam z pieskiem i się zaczęło jak tylko wróciłam... najpierw chciałam nastawić zmywarkę, ale za cholerę nie chciała się włączyć, ciągle, co chwila się włączała i wyłączała, więc ją zostawiłam w spokoju jak już nie miałam pomysłu co z nią zrobić, czy może nie była domknięta, czy może filtr, którego tak swoją drogą się za nic nie dotknę, bo ta cholerna zmywarka nie jest dobrze uziemiona ! Takiego "fachowca" od wszystkiego mam w domu dobrego, co się tak na wszystkim dobrze zna..., że czasem aż złość bierze. Wystarczy dotknąć kranu, żeby prąd kopnął. A co tu mówić o dotykaniu filtra... Fakt, wystarczy ją odłączyć, ale ja nawet nie wiem, jak ten filtr się odkręca :/ Na szczęście czajnik udało się włączyć i zaparzyłam sobie kawusie..., a za tą kawusię w nadmiarze wczoraj mi się oberwało, słownie oczywiście od mojej mamy, że mi wątroba wysiądzie i później będą tylko problemy..., ja przynajmniej się nie zajadam ze smakiem tłustymi rzeczami. Po udanej akcji z czajnikiem... korki zaczęły trzeszczeć i przypomniały o swoim istnieniu. Ja się zdziwiłam, że iskry jeszcze nie szły. Przekręciłam dwa boczne korki i było prawie dobrze, więc ruszyłam środkowy i... było jeszcze gorzej, więc wyłączyłam wszystko co możliwe i ucichło. Poczekałam na mojego "fachowca", aż wróci z pracy, czyli na mojego ojca. Niby coś tam zrobił, ale bez normalnego elektryka, to ja coś czuje się nie obędzie. Chociaż do tych elektryków to szczęścia nie mamy, jeden robił na "bani", a drugi, który przyszedł po jakimś czasie zrobił tylko wielkie oczy jak zobaczył co jego poprzednik nawyprawiał i dziwił się, że te korki się nie po spalały, że wszystko do jego przyjścia działało normalnie, że w ogóle to działało ! Bo kable były podłączone nie wiadomo jak. Pan zostawił wizytówkę, żeby dzwonić w razie jakby coś się z nów zepsuło, a wizytówka się wsiąkła...
A dziś... nie nastawiam zmywarki i nie odkurzam... bo jeszcze korki pieprzną... :D I mam wolne :P
Dopóki nie przyjdzie elektryk i tego nie naprawi raz, a porządnie :)
A na dodatek, szare niebo rozświetliło słońce i jakoś milej się zrobiło ;)